piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 15

Elijah:

- Elijah, co ja tutaj robię?- zapytała Katherine, kiedy przyszedłem podać jej krew.- Powiedz, jak się tutaj znalazłam- wyglądała na szczerze zdziwioną całą sytuacją.
- Katerino, jak to możliwe, że nie wiesz jak się tutaj znalazłaś?- byłem zszokowany, nie tego się spodziewałem.- Niestety, nie jestem w stanie, powiedzieć Ci co się z Tobą działo, zanim stanęłaś w naszych drzwiach. Jedyne co udało na się dotychczas ustalić, to to, że byłaś cała we krwi, nie tylko swojej, ale również ludzkiej, nie wiemy jeszcze do kogo należy, jednak teraz powiedz jak się czujesz?- zapytałem.- Byliśmy zmuszeni do podania ci krwi Klausa, ponieważ byłaś bardzo pokąsana przez wilkołaki.
- Ja i wilkołaki?- zapytała.- Elijah, przecież wiesz, że trzymam się od nich z daleka. Poza tym byłam na spotkaniu z Gią, musiałam się przed kimś wygadać po naszej sprzeczce. Kochanie, wiem że życie ze mną nie jest łatwe i za pewne nigdy nie będzie- uśmiechnęła się- ale uwierz mi postaram się, żebyśmy byli razem szczęśliwi. Przepraszam, za wszystkie moje humory.
- Katerino- byłem wstrząśnięty.- My...my, powiedz mi, kim jest Gia, z którą spotkałaś się kilka tygodni temu?
- Kilka tygodni temu?- po raz kolejny odniosłem wrażenie, że jej zdziwienie jest szczere.- Elijah, przecież to było wczoraj, jesteś przemęczony i wszystko Ci się pomieszało. A wracając do twojego pytania, Gia to moja przyjaciółka, jest czarownicą i kilka razy uratowała mi skórę, jeśli wiesz co mam na myśli- uśmiechnęła się
- Wiem, że to dość dziwne pytanie, ale jaka wczoraj była data, pamiętasz? Musimy ustalić, czy nie straciłaś pamięci w skutek wypadku- wyjaśniłem, aby nie nabrała żadnych podejrzeń.
- Wtorek, dwudziesty piąty maj- odpowiedziała pewnie.- Zgadza się?
- Porozmawiamy później- odpowiedziałem.- Widocznie, jesteś wycieńczona wilczym jadem, musisz dojść do siebie, odpowiem ci na wszystkie pytania, kiedy poczujesz się lepiej- wstałem z zamiarem wyjścia.
- Nie pocałujesz mnie?- zapytała.- Przecież przeprosiłam, chyba zasłużyłam na małego całusa.
- Oczywiście- pocałowałem ją.- Teraz grzecznie, odpoczywaj.

***

- Elijah, czy tyś kompletnie zdurniał?- zapytał Klaus.- Nie wierzę, że to mówię, ale Elena ma rację, Katherine ewidentnie udaje, nie widzisz tego?
- Katherine, to podła manipulatorka- wtrąciła Elena.- Założę się, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że jesteśmy razem i chce to zrujnować!
- Ciebie rozumiem, Eleno- powiedziałem.- Jednak wszyscy chyba nie możemy zaprzeczyć, że Katherine podała datę z przed trzech miesięcy. Czy to nie wydaje wam się dziwne? Do tego dochodzą wilkołaki, od których zawsze trzymała się z daleka oraz Gia jej przyjaciółka czarownica, z którą się spotkała, a później zapadła pod ziemię na kilkanaście tygodni.
- Elijah, ma rację- poparł mnie Kol.- Katherine owszem jest podłą suką, ale zawsze dba o swój tyłek i mogę dać się pokroić za to, że nigdy nie naraziła by się na śmierć tylko po to, żeby nas zmylić.
- Właśnie, przecież Klaus chciał ją zabić- wtrąciła Bonnie.- Zawsze mógł nie podać jej swojej krwi. Wracając do tej Gii, zdaje mi się, że już ją spotkaliśmy.
- My również- wtrącił się do rozmowy Stefan.- Gia Gemini, to bardzo potężna czarownica, lepiej nie zadzierać z szabatem, którego jest przywódczynią. Jest dość okrutna, kiedy chce dostać to, na czym jej zależy.
- Nic więc, dziwnego, że zaprzyjaźniła się z Katherine- zauważyła Rebekah.- Ciągnie swój do swego.
- Te złośliwości, są nie na miejscu- powiedziałem.- Muszę jak najszybciej skontaktować się z tą dziewczyną. Stefan, Rebekah, mogli byście pójść ze mną? Jeżeli masz ochotę, możesz do nas dołączyć, Eleno. Ktoś musi jednak zostać z Katherine.
- Na nas nie patrz- powiedział Klaus.- Razem z Caroline idziemy na spotkanie z Marcelem.
- Razem z Kolem, mieliśmy pójść na spotkanie z wilkołakami- powiedziała Bonnie.- Jednak on może iść sam, a ja zostanę z Katherine.
- Dziękuje ci Bonnie- powiedziałem z ulgą.- Skoro wszyscy mają już jakieś zadania, czas brać się do pracy, może wreszcie coś się wyjaśni.
- A ja?- zapytał Damon.- O mnie nikt nawet nie wspomniał? Wszyscy coś robią, a ja też chętnie się do czegoś przydam, w końcu ten sukinsyn, który za tym wszystkim stoi, wymazał mi pamięć, nie będę biernie czekał, aż zaatakuje nas wszystkich. Jeżeli chcecie, mogę razem z Kolem iść na spotkanie z wilkołakami.
- Sami zdecydujcie- powiedziałem.- Jednak, przyznam, że mojemu bratu przydało by się jakieś wsparcie- Kol pokiwał głową.- W takim razie jesteśmy w kontakcie- zakończyłem.

Elena:

- Rebeko, możemy porozmawiać?- zapytałam, kiedy Elena i Stefan, oddalili się od nas.- Wiem, że za sobą nie przepadamy, ale chciałabym poznać twoje zdanie, na temat mojego związku z twoim bratem.
- Mam być szczera?- pokiwałam głową.- Nie znoszę ani Ciebie ani Katherine i nie wiem, która z was jest gorsza. Czy ty i to twoje wieczne zgrywanie męczennicy, czy Katherine i jej myślenie wyłącznie o własnym tyłku. Jednak zależy mi na szczęściu mojego brata i nie będę się do was wtrącała- powiedziała.
- Dziękuje- odpowiedziałam.- Czy ty i Stefan, no wiesz... tak na poważnie?
- Mamy całą wieczność, żeby się przekonać. Poza tym to nie jest twoja sprawa- powiedziała.- Chyba, że jesteś zazdrosna?- zapytała.
- Nie, tylko podobnie do Ciebie, zależy mi na szczęściu Stefana, wystarczająco się w życiu wycierpiał- powiedziałam.
- Nie zapominaj, że ty również jesteś powodem, przez który cierpiał- zauważyła.
- Nie potrzebnie mi to przypominasz. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, uwierz mi nadal mam wyrzuty sumienia- powiedziałam.
- Dziewczyny, mamy odpowiedni adres!- krzyknął Stefan.- Po spierzcie się!

Elijah:

Obaj ze Stefanem, słyszeliśmy rozmowę dziewczyn, miałem w tej chwili ważniejsze sprawy, ale czułem mieszane uczucia. Wiedziałem, że Elena coś do mnie czuje, jednak teraz kiedy znów pojawiła się Katherine, na dodatek z takimi rewelacjami, wszystko się skomplikowało. Jednak teraz nie mogłem się nawet nad tym zastanowić, ponieważ odnaleźliśmy dom Gii. Zapukałem do drzwi, po chwili stanęła w nich młoda brunetka.
- Dzień dobry- przywitała się.- Nie spodziewałam się wizyty najstarszego z Pierwotnych- powiedziała.
- Widzę, że wiesz kim jestem. W takim wypadku, przejdę do konkretów. Znasz Katherine Pierce?- zapytałem.
- Nie będę z Tobą rozmawiała na jej temat- odpowiedziała.- Przynajmniej nie przy świadkach- wymownie spojrzała na stojących za mną Stefana, Rebekę i Elenę.- Albo porozmawiamy w cztery oczy, albo wcale. Jak będzie?- zapytała.
- Porozmawiamy tylko we dwoje- odpowiedziałem.- Wy wróćcie do rezydencji i poczekajcie na pozostałych- zwróciłem się do moich towarzyszy. Wyraźnie widziałem, że Elenie nie podoba się ten pomysł.
- Zobaczymy się później- powiedział Stefan i cała trójka zostawiła nas samych.
- Co chcesz wiedzieć o Katherine?- zapytała Gia.- Wydawało mi się, że to ty jesteś jej chłopakiem.
- Byłem- odpowiedziałem.- Jednak możesz mi powiedzieć, jak dawno się z nią widziałaś?
- Jakieś trzy miesiące temu- odpowiedziała.- Przyszła, żeby wyżalić się na twoją oziębłość i swojego sobowtóra.
- Mówiła coś o Elenie? Pamiętasz może co dokładnie?- zapytałem.
- To, że ta dziewczyna się do Ciebie zaleca- odparła.- A z tego co dzisiaj widziałam, wynika, że miała racje.
- To nie jest twoja sprawa. Jednak, mnie interesuje, czy wiesz z kim Katherine miała się spotkać, później?- zapytałem.- Zastanów się to bardzo ważne.
- Nie mam pojęcia, jednak muszę przyznać, że zachowywała się dziwnie- odpowiedziała.- Zasugerowała nawet, że wilkołaki załatwią wszystkie jej problemy.
- Wiesz, jakie problemy mogła mieć na myśli?- zapytałem.
- Kiedy ją o to zapytałam, powiedziała, że pozbędzie się zarówno Klausa, Eleny jak i Damona Salvatore. Jednak dla mnie ta cała sprawa była dziwna, ponieważ jak dla mnie ona jakby nie była sobą. Nie potrafię Ci tego wytłumaczyć, ale momentami zachowywała się, jakby ktoś mącił jej w głowie- powiedziała.- Jednak, nie wiem nawet po co o to wszystko pytasz?
- Katherine, po waszym spotkaniu, zapadła się pod ziemię- powiedziałem.- Wczoraj, pojawiła się w naszej rezydencji, cała we krwi i ostatnie co pamięta to wasze spotkanie, więc dziękuje Ci, że mi to wszystko opowiedziałaś. Gdybyś sobie coś przypomniała zadzwoń do mnie- podałem jej numer.- Do zobaczenia.
Po tej rozmowie sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe. Jednak teraz potrzebowałem tylko rozmowy z Eleną, miałem nadzieję, że to mnie uspokoi, bardzo za nią tęskniłem. Liczyłem, również na to, że moje wszystkie wątpliwości znikną.
__________________________________________
W kolejnym rozdziale zobaczymy jak poszły spotkania pozostałych Pierwotnych:)

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 14

Elena:

Nie potrafiłam do końca w to uwierzyć, jak ona śmie pojawiać się w naszym domu, po tym wszystkim do czego doprowadziła. Jednak muszę przyznać, że jeszcze bardziej zszokowało mnie zachowanie Elijah'y, ponieważ mężczyzna wziął ją na ręce i jakby nigdy nic się nie stało, zaniósł do jednej z sypialni gościnnych.
- Wnioskując po twojej minie, nie napawa cię radością obecność Kateriny- powiedział Klaus, wchodząc do salonu.- Jeżeli cie to pocieszy mnie również, na marginesie mówiąc to, że tutaj jesteś także nie powoduje u mnie ataku euforii.
- Wiesz, że mnie to zupełnie nie interesuje, prawda?- zapytałam, ignorując jego słowa.- Mam o wiele większe problemy niż twoje fanaberię.
- Problemem, nazywasz drugą ciebie, która może zakręcić tyłkiem przed moim bratem?- zapytał.- Chyba zapominasz, że ona wie kto nam aktualnie zagraża w końcu sama z nim współpracowała.
- Wcale mnie nie interesują twoje problemy, bo to są tylko TWOJE problemy, prawda?- zapytałam.- Nawiasem mówiąc, nie rozumiem jak Caroline, może znosić twoje towarzystwo.
- Auć, zabolałoby gdybym miał serce- odpowiedział.- Rozwiewając twoje wątpliwości, jestem obdarzony niezwykłym urokiem osobistym.
- Przepraszam, że przerywam wam tą jakże dojrzałą rozmowę- powiedział Elijah, wracając do salonu.- Ale wydaje mi się, że mamy spory problem. Nie jest to ani dziecko, które urodzi Hayley, ani jak to ująłeś Niklaus, kręcąca tyłkiem Katherine- po jego poważnej minie zorientowałam się, że niezbyt szybko pozbędziemy się tej podstępnej...
- Lepiej powiedz o co chodzi, braciszku- poprosił Klaus.- Wybacz ale nie mam zbyt wiele czasu.
- Robi się coraz bardziej niebezpiecznie- obydwoje z Klausem, spojrzeliśmy na niego pytająco.- Katherine zupełnie tak samo jak Damon nie pamięta co się z nią działo w ostatnich kilku dniach.
- Założę się, że zwyczajnie kłamie- powiedziałam, ta sytuacja, nie podobała mi się ani trochę.- Elijah, błagam się chyba w to nie wierzysz, przecież ona potrafi wspaniale manipulować ludźmi,
- Wiecie co, ja zostawię was samych, nie mam ochoty słuchać waszych kłótni- powiedział Klaus, wychodząc, poczekałam dłuższą chwilę zanim ponowiłam rozmowę z Elijah'ą.
- Co zamierzasz teraz zrobić z Katherine?- zapytałam.- Gdzie ona teraz będzie mieszkała?
- Eleno, jak to gdzie, tutaj- powiedział.- To oczywiste, że nie możemy teraz tak po prostu jej zostawić. Stefanowi i Rebece udało się spowodować włączenie uczuć przez Damona, więc mamy jeden problem z głowy, Caroline powstrzymała Klausa przed zamordowaniem Hayley i Tylera, a Kol i Bonnie postanowili sprawdzić jak funkcjonują społeczności czarownic i wilkołaków w tym mieście.
- Nie obchodzą mnie ani problemy Klausa ani żadne czarownice i wilkołaki!- krzyknęłam.- Zwyczajnie nie życzę sobie, żeby Katherine przebywała ze mną pod jednym dachem, albo ją wyrzucisz albo ja się stąd wyprowadzę.
- Eleno, proszę cie- powiedział.- Powinnaś się uspokoić i zacząć myśleć racjonalnie. Mamy większy problem niż twoja urojona zazdrość.
- Moja zazdrość?- zapytałam.- Przepraszam bardzo, ale to nie ja jeszcze nie tak dawno prosiłam się o szansę, a kiedy tylko pojawiła się Katherine poleciałam za nią jak na skrzydłach!
- Dla mnie ta rozmowa jest skończona- powiedział.- Może masz rację, może to wszystko było błędem, ale wybacz dla mnie ważniejsze jest życie nas wszystkich, niż czubek własnego nosa.

***

Caroline:

- Myślałam, że z Elijah'y porządny facet- powiedziałam do Klausa, kiedy siedzieliśmy w barze.- Powiedź mi jak on mógł się tak zachować, przecież Elena od kilku tygodni wyglądała tak jakby zaraz miała odlecieć, ze szczęścia, a wystarczyło, że pojawiła się Katherine i Elijah już wystawił ją za drzwi.
- Pewnie zaraz mnie zbesztasz, ale nie uważasz, że ona zwyczajnie przesadziła- powiedział.- Rozumiem, że Katherine ją skrzywdziła, ale pomyśl w końcu okazało się, że ona również w pewien sposób została wykorzystana. Mnie bardziej martwi to, że skoro tak jest musimy zacząć współpracować i odnaleźć tego, który rujnuje nam życie.
- Rozmawiałam z Bonnie- powiedziałam.- Przekazała mi wiadomość, że czarownice nie mogą w tym mieście używać magii, więc je raczej powinniśmy skreślić z naszej listy, a co z wilkołakami?
- Kol, jeszcze się nie odezwał- odpowiedział.- O czarownicach wiedziałem już od dłuższego czasu, w końcu Marcel wprowadził tutaj takie zasady, wszystko tylko po to, żeby nie miały wystarczająco dużo siły, aby obalić jego rządy. 
- Nigdy o nim nie wspominasz, kim on właściwie jest?- zapytałam.
- Kimś kogo, niegdyś traktowałem jak członka mojej rodziny- odpowiedział.- Minęło prawie sto lat odkąd spotkaliśmy się ponownie w tym mieście, jednak nie pora na tą rozmowę, nasunęłaś mi pewien pomysł, skoro Marcel stworzył własną armię wampirów, musi wiedzieć co się dzieje. Muszę się z nim skontaktować.
- Myślisz, że będzie chciał z tobą rozmawiać?- zapytałam.- Po tym jak właściwie wygnałeś go z domu?
- Ze mną najprawdopodobniej nie, ale z pewną blond pięknością na pewno- uśmiechnął się.- Nie zapominaj, że potrzebujemy jak największej ilości sojuszników.
- Masz na myśli, że to ja mam z nim porozmawiać i do tego wszystkiego przekonać, żeby z nami współpracował?- wiedziałam, że to pytanie retoryczne.- Okej, zrobię to, pod warunkiem, że ty mi powierz co zamierzać zrobić z dzieckiem Hayley i Tylera?
- To nie jest teraz najważniejsze- spiorunowałam ją wzrokiem.- Dobrze, dobrze powiedzmy, że pozwolę mu spokojnie żyć- sama nie mogłam uwierzyć.- Oczywiście jego rodzice zapłacą mi za wszystko, ale jak to powiedziałaś, ono nie jest niczemu winne i nie będę się na nim odgrywał.
- Wspaniałomyślny Klaus, powinnam to zapisać w kalendarzu- roześmiałam się.
- To wszystko, twoja zasługa- odpowiedział.

***

Elena:

- Eleno, co ty tutaj robisz?- usłyszałam pytanie.- Wszystko w porządku?
- Cześć Stefan, wpuścisz mnie?- zapytałam.- Potrzebuje teraz rady przyjaciela.
- Wybacz Eleno, ale to nie jest najlepszy moment- powiedział, zakłopotany.- Wiesz Damon, właśnie wrócił do domu, sama rozumiesz.
- Eleno, miło cie widzieć- powiedział Damon wyłaniając się za pleców brata.- Stefan, nie musisz się obawiać, nie rozszarpię jej na strzępy- uśmiechnął się.- Widzę, że potrzebujesz towarzystwa, a wiesz Stef jest teraz bardzo zajęty, ale za to ja chętnie się przejdę, mam serdecznie dość jęków Rebeki- dodał konspiracyjnie.
- Damon!- ofuknął go Stefan, był wyraźnie zakłopotany.- Jeżeli chcesz możesz spędzić z nim trochę czasu, Eleno, ale ostrzegam nic go nie nauczyło to co przeżył, nadal jest zadufanym dupkiem- nie mogłam się nie uśmiechnąć, wspaniale było widzieć ponownie dwóch, szczęśliwych, przekomarzających się braci Salvatore.
- Z chęcią skorzystam z twojej propozycji- powiedziałam.
- Poczekaj chwilę, zaraz będę- odpowiedział i już po kilku sekundach stał przy mnie ubrany w skórę.- Powiesz mi co się właściwie działo, kiedy byłem sukinsynem bez emocji?- zapytał, kiedy przechadzaliśmy się po jednym z parków.
- Wybacz, ale sama nie wiem od czego zacząć, w końcu czuję, że to przeze mnie stało się to wszystko z tobą- powiedziałam.
- Spokojnie, z grubsza Stefan i Rebekah opowiedzieli mi wszystko- powiedział.- Pamiętasz, kiedyś na
początku potrafiliśmy być przyjaciółmi więc dlaczego teraz nie spróbować?
- Dobrze przyjacielu- odpowiedziałam.- Wiesz, że ja i Elijah byliśmy razem, ale okazało się, że raczej nic teraz z tego nie będzie. Wszystkiemu winna jest oczywiście, kto Katherine. On kiedyś bardzo ją kochał i wszystko wskazuje na to, że mimo wszystkich zapewnień nadal kocha. Poleciał do niej kiedy tylko stanęła w drzwiach.
- Eleno, zawsze wiedziałem, że z ciebie mała królowa dramatu- powiedział.- Nie obraź się, ale nie uważasz, że przesadzasz, przyznaj że wszyscy tak myślą, a wracając do Elijah'y może on po prostu zwyczajnie chce wreszcie rozwikłać zagadkę, którą jestem częścią, wiesz ile godzin Klaus spędził ze mną, żeby wyciągnąć informacje, których nie pamiętam? Wiesz co to wszystko znaczy, że ktoś się z nami bawi i ten ktoś jest silniejszy od Pierwotnych. Elijah, to bardzo honorowy facet, który zrobi wszystko dla osób dla siebie najważniejszych, więc nie dziw się, że teraz będzie maglował Katherine.
- Wiesz, jaka ona jest- powiedziałam.- Do szału doprowadza mnie myśl, że będzie go kokietowała.
- Zaufaj Elijah'y- odpowiedział.- W końcu on ją zna nawet lepiej niż ja i założę się, że jest odporny na jej sztuczki. Jednak mała rada, trzymaj rękę na pulsie i nie wykłócaj się o nic.
- Masz rację, spróbuję być miła- odpowiedziałam.
- Ja zawsze wiem co mówię, przynajmniej kiedy mam uczucia- uśmiechnęłam się do niego.
_______________________________________________________
Rozdział jest nie do końca taki jak chciałam. Ale jest i mam nadzieję, że skomentujecie:)

Ps. Jeszcze sześć do dziesięciu rozdziałów i prawie do dwóch latach opowiadanie dobiegnie końca:)

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 13

Caroline:

- Klaus, Klaus, gdzie się podziewasz kiedy jesteś potrzebny!?- krzyknęłam, kiedy tylko wparowałam do rezydencji Mikaelsonów.
- Caroline, co ty tutaj robisz i dlaczego tak potwornie krzyczysz? Nikt ci nie powiedział, że zanim się wchodzi do cudzego domu, powinno się zapukać?- nie miałam teraz czasu, na przekomarzanie się z nim.
- Nie uwierzysz, czego się właśnie dowiedziałam- powiedziałam.- Byłyśmy z Bonnie w mieście i spotkałyśmy Tylera z Hayley. Wszystko wyglądało dość normalnie, w końcu są przyjaciółmi, co więc dziwnego, że się spotkali. Jednak zauważyłam, że się kłócą, wtedy postanowiłam wykorzystać wampirzy słuch i wiesz co się okazało? Hayley wcale nie spodziewa się twojego dziecka, to dziecko jest Tylera!- wyrzucałam z siebie słowa, niczym karabin maszynowy.- Klaus, słyszysz co przed chwilą powiedziałam, Hayley nie jest z tobą w ciąży!- szturchnęłam go w bok, kiedy nie wykazywał żadnej reakcji.
- Kochana, czy ty czasami, nie przeinaczyłaś usłyszanych słów?- zapytał, nie mogłam zrozumieć, jak może poddawać w wątpliwość to co przed chwilą powiedziałam.
- Jak możesz- wrzasnęłam.- Myślisz, że co, jestem jakąś skretyniałą małolatą? Jestem przy zdrowych zmysłach i świetnie zdaję sobie sprawę, co i od kogo usłyszałam! Lepiej mi powiedz, co zamierzasz z tym zrobić?- zapytałam, opanowując emocje.- Przecież to jeden z twoich głównych problemów, pamiętasz?
- Ty rzeczywiście mówisz prawdę- powiedział powoli, a wyraz jego twarzy zaczynał się zmieniać.- Ta podła suka, okłamała mnie, jeszcze uknuła całą intrygę z twoim kochasiem!- zaczął przemierzać salon.- Niech tylko dorwę ich oboje, powyrywam im wszystkie kończyny, będą błagać żebym skrócił ich nędzne życia!- wyglądał jakby miał za chwilę eksplodować.
- Klaus, uspokój się!- powiedziałam.- Trzeba, poczynić jakieś postanowienia, nie zapominaj, że Hayley jest w ciąży i nawet nie próbuj mówić, że cie to nie obchodzi- ostrzegłam go, kiedy tylko zobaczyłam, że próbuje coś powiedzieć.- Dziecko, to dziecko nie jest niczego winne.
- Czy ty zawsze musisz być taka dobroduszna?- zapytał poirytowany.- Dobrze, więc co twoim zdaniem, powinienem teraz zrobić?
- Poczekamy, aż Hayley urodzi dziecko- powiedziałam.- Później, możesz zrobić z nią i Tylerem co tylko ci się podoba.
- Mam spokojnie, patrzeć jak robią mnie w konia!?- zapytał.- Zwariowałaś!
- Nie waż się podnosić na mnie głosu!- krzyknęłam.- Będziesz siedział cicho, albo przysięgam, że cie zakołkuję!
- Oj już się boje, zobacz jak się trzęsę- udawał, że dygoczę.- Niech ci będzie, poczekam te kilka miesięcy. Jednak zastanawia mnie jedno, co zrobimy z dzieckiem, kiedy już zostanie sierotą?
- Mogłeś to zachować dla siebie- powiedziałam.- Jak to co, wychowamy je.
- Ty naprawdę nie jesteś przy zdrowych zmysłach- zauważył.- Co zamierzasz mu powiedzieć, kiedy dorośnie, że zabójca jego rodziców, jest wampirem i na dodatek go wychowuje?
- Jeszcze zobaczymy, w końcu ono też będzie wilkołakiem- odpowiedziałam.- Koniec dyskusji.
- Dobrze, szefowo- nie mogłam się, nie uśmiechnąć.

***

Elijah:

- Uwierzysz? Nigdy bym nie pomyślał, że Hayley, może nas oszukać i to jeszcze w zmowie z
Tylerem- powiedziałem do Eleny, kiedy się o wszystkim dowiedzieliśmy.- Caroline, wydawała się przy nim szczęśliwa, nie wydawało się, żeby był w stanie ją zdradzić.
- Również, nie potrafię tego pojąć- powiedziała.- Może wydam ci się stronnicza, jednak Caroline jest cudowną kobietą i nie wiem, co Tyler mógł zobaczyć w tej wilczycy. Nie mogę sobie wyobrazić co w tej chwili czuje moja przyjaciółka.
- Jestem zdziwiony jej zachowaniem- odparłem.- Klaus, przekazał, że powstrzymała go przed dorwaniem Hayley i Tylera oraz powiedziała, że chce wychować dziecko, kiedy się już urodzi.
- Nie rozmawiałam z nią jeszcze, ale mnie to szokuje. Rozumiem, że Caroline chce je oszczędzić, zawsze była taka współczująca, jednak czy ona chce je wychowywać razem z Klausem?- zapytała.
- Szczerze, nie mam pojęcia- powiedziałem.- Jednak cieszy mnie fakt, że sytuacja się wyjaśniła i że Klaus wreszcie przestanie się chować w rezydencji. Mamy wystarczająco dużo problemów, żeby zaprzątać sobie głowę jeszcze tym.
- Mówisz o Damonie i całej tej sytuacji?- potwierdziłem.- Ja również cały o tym myślę. Niepokoję się, ponieważ nie jesteśmy nawet o krok bliżej od wyjaśnienia sprawy. Klaus, hipnotyzował Damona godzinami, Rebekah i Stefan, szukali Katherine dosłownie wszędzie, a jej nie ma, jakby gdzieś się czaiła i czekała na odpowiednią chwilę, a Bonnie z Kolem współpracują z jakimś starym szabatem czarownic, który sądzi, że za wszystkim musi stać ktoś naprawdę potężny. Jednak czy Katherine, mogła znać kogoś takiego?
- Zapominasz, że to jest Katerina- powiedziałem.- Ona od wieków zadaję się tylko z takimi, którzy mogą ją ochronić w razie niebezpieczeństwa. Jak to dobrze, że dzielicie razem tylko wygląd- pocałowałem ją. 
- Panie Mikaelson, nie jest pan takim dżentelmenem, jakiego zgrywa- roześmiała się, jednocześnie przytulając mnie.- Jestem bardzo szczęśliwa, wiesz?
- Bardzo się cieszę, panno Gilbert- powiedziałem.- Poczekaj chwilę, pójdę otworzyć- dodałem, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszedłem do drzwi i otworzyłem.
- Elijah, pomóż mi- powiedziała Katherine i wpadła mi w ramiona, cała była we krwi.
____________________________
Rozdział jest, bardzo się nad nim męczyłam, KOMENTUJCIE:) 

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 12

Elijah:

- Eleno, najwyraźniej mnie unikasz- powiedziałem kiedy szatynka otworzyła mi drzwi.- Dzwoniłem do ciebie setki razy, ale nie odbierałaś, zrobiłem coś złego?- zapytałem.
- Wejdź nie będziemy rozmawiać na korytarzu- powiedziała, przepuszczając mnie w drzwiach.- Elijah, na początku powiem, że nie zrobiłeś niczego co mogłoby mnie urazić. Zwyczajnie byłam ostatnio strasznie zajęta i nie wiedziałam jak znaleźć czas na cokolwiek- wiedziałem, że kłamie.
- A czy teraz masz wystarczająco dużo czasu, żebyśmy mogli porozmawiać?- zapytałem.
- Oczywiście- powiedziała wyraźnie zakłopotana.- Elijah jeżeli chodzi o nasze ostatnie spotkanie...- przerwała.- Nie wiem co mnie właściwie napadło, rozumiesz chyba, że nie powinno między nami do tego dojść, prawda?- zapytała.
- Mam rozumieć, że czujesz się winna?- spojrzałem na nią pytająco.- Eleno z tego co pamiętam to ja Ciebie pocałowałem i jeżeli o mnie chodzi wcale tego nie żałuję- powiedziałam.
- Elijah, nie chciałam żebyś poczuł się w jakikolwiek sposób dotknięty, ale...- przerwałem jej.
- Eleno, ja nie czuje się dotknięty, rozumiem, że teraz jesteś zdezorientowana wszystkimi ostatnimi wydarzeniami- powiedziałem.- Ale będę szczery, jestem niezwykle wkurzony tym, że próbujesz za wszelką cenę wyprzeć to co się między nami dzieje- czekałem na jej reakcje.
- Proszę, zrozum mnie. Między nami nie ma prawa nic się dziać- powiedziała.- Jesteś bratem Klausa, a on wystarczająco dużo namieszał w moim życiu. Wiem, że zawsze byłeś dla niego wsparciem i nigdy nie stanęłabym między tobą a nim. Poza tym jest jeszcze Katherine, teraz gdzieś zniknęła ale przecież w każdej chwili może wrócić i znów zrobić wokół siebie zamieszanie.
- Nie mieszaj do tego Klausa ani Katherine- ostrzegłem.- Moje stosunki z bratem zawsze należały do raczej ciężkich, ale wierzę, że on będzie w stanie zaakceptować moją decyzję. Katherine, natomiast już na dobre zniknęła z mojego życia. Zdecydowała o swoim dalszym losie poza tym sam potrafię zdecydować o swoich uczuciach i wiem, że moje uczucia względem ciebie nie mają nic wspólnego z tym, iż jesteś jej sobowtórem- zaakcentowałem ostatnie słowa.
- Elijah, ja się boje- powiedziała, po dłuższej chwili milczenia.- Po wszystkich przejściach ze Stefanem i Damonem, boje się zaangażować, jestem zwyczajnym tchórzem.
Eleno, ale ja przecież całkowicie cie rozumiem- powiedziałem.- Oboje jesteśmy zranieni przez osoby, którym najbardziej ufaliśmy, ale moim zdaniem powinniśmy dać sobie szanse. Czy proszę o zbyt wiele?- zapytałem.
- Nie Elijah, to nie jest wiele- odpowiedziała.- Moim zdaniem, również powinniśmy spróbować.
- Wspaniale, więc teraz kiedy już doszliśmy do wspólnego wniosku- przerwałem.- Na co miałaby pani ochotę na początku, panno Gilbert?- zapytałem.
- Bardzo pan szarmancki, panie Mikaelson- uśmiechnęła się.- Może zwykła kawa, żebyśmy mieli szansę się lepiej poznać?
- Z wielką przyjemnością- odparłem.- Znam wspaniałą restaurację niedaleko, służę- podałem jej ramię i razem wyszliśmy z jej apartamentu.

***

Caroline:

- Bonnie, jak ja tęskniłam za naszymi wspólnymi wypadami- powiedziałam z uśmiechem.- Szkoda tylko, że Elena gdzieś nam zniknęła.
- Wiesz co, coś mi mówi, że ona zniknęła z Elijah'ą- powiedziała.- Myślisz, że oni w końcu będą razem?- zapytała.
- Oczywiście, że tak- odparłam.- Widać to w każdym spojrzeniu Elijah'y. Wreszcie Elena będzie szczęśliwa, najstarszy Mikaelson to prawdziwy dżentelmen, nie to co Damon- prychnęłam.
- Właśnie Damon, nie sądzisz, że to bardzo dziwna sprawa?- zapytała.- Pomyśl tylko skoro on współpracował z Katherine, żeby porwać Elenę, to dlaczego niczego nie pamięta? To może być tak silne, że nawet hipnoza Pierwotnego nie potrafi tego złamać? Jeszcze najważniejsze, kim był tajemniczy mężczyzna, o którym mówiła Elena, skoro nie był to Damon?- tyle pytań, a na żadne nie potrafiliśmy odpowiedzieć.
- Mam dziwne przeczucie, że wszyscy będziemy mieć problemy- powiedziałam.- Stefan z Rebeką, ciągle szukają Katherine, ale ona jakby zapadła się pod ziemię. Klaus, który nieprzerwanie ukrywa się w rezydencji pilnuje Damona i na wszelkie sposoby chce złamać jego zanik pamięci, a ty z Kolem szukasz czarownic, które mogą nam pomóc, a właśnie skoro już o Kolu mowa- przerwałam wymownie.- Kiedy zamierzacie powiedzieć wszystkim o tym, że jesteście razem?- zapytałam.- Potwornie mnie męczy trzymanie języka za zębami.
- Nie wiem Caroline- powiedziała.- Nie chcemy się z niczym spieszyć. Wszyscy są tak zajęci tym co się wokół dzieję, że nawet nie mamy chwili, żeby poinformować o naszym związku. Elena jest zajęta Elijah'ą, za to on jeszcze zajmuje się dzieckiem Klausa- przerwała.- Caroline, spójrz tam jest Tyler- wskazała palcem.- Do tego nie jest sam, co on do diabła robi z Hayley?- zapytała. Odwróciłam się we skazanym przez Bonnie kierunku.- Najwyraźniej się o coś kłócą, chodźmy dowiemy się o co chodzi.
- Nie Bonnie, poczekaj- powstrzymałam ją ręką.- Ja i Tyler nie potrafimy się ostatnio porozumieć. Jestem wampirem, podsłucham o czym rozmawiają.- wytężyłam słuch.

- Mam już tego dość!- krzyczała Hayley.- Obiecałeś, przecież, że kiedy przyjedziesz do Nowego Orleanu nie będę już musiała udawać. Chciałabym, żebyś w końcu się tym zajął, a nie cały czas prowadzasz się z tą Forbes. Powiedziałeś, że to zakończysz!
- Hayley, rozumiem twoje oburzenie- powiedział.- Jednak musisz dać mi jeszcze trochę czasu. Zrozum, że muszę wymyślić sposób jak zakończyć związek z Caroline, poza tym jest jeszcze Klaus.
- Właśnie, Klaus!- krzyknęła.- Przecież to ja cały czas narażam siebie i nasze dziecko, kłamiąc, że to z nim jestem w ciąży! Tyler okaż wreszcie trochę męstwa i zakończ maskaradę!
- Załatwię wszystko, Hayley, przysięgam- powiedział Tyler.- Wiesz, że cie kocham, powiem wszystkim prawdę, tylko daj mi czas żebym zdążył wszystko dla nas przygotować.

Miałam serdecznie dość ich rozmowy. Tyler i Hayley, to ich dziecko. On mnie zdradził z tą wilczycą. Do tego wszystkiego wspólnie wymyślili, żeby wmówić ojcostwo Klausowi. On wyznał jej miłość.
- Caroline, wszystko w porządku?- zapytała Bonnie, sprowadzając mnie do rzeczywistości.
- Tak, tak Bonnie- odpowiedziałam.- Przepraszam cie bardzo, ale teraz muszę odbyć bardzo ważną rozmowę z Klausem. Jeżeli możesz znajdź Elenę i Elijah'ę, a i weź ze sobą Kola. Mamy mały problem- nie czekając na jej odpowiedź, pomaszerowałam w kierunku rezydencji Mikaelsonów.
_____________________________________________________
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Wreszcie go dokończyłam. Jesteście zaskoczeni, czy tego się spodziewaliście? KOMENTUJCIE i do napisania niedługo:) Pozdrawiam.


poniedziałek, 3 listopada 2014

Część to znów ja:)

Trochę się u mnie pozmieniało. Ostatnio zaczęłam przeglądać blogi i stwierdziłam, że do tego mam największy sentyment. Więc ogłaszam, że na sto procent doczeka się kontynuacji. Aktualnie rozdział dwunasty jest rozpoczęty jednak nie mam czasu go dokończyć, ponieważ na studiach mam co tydzień jakieś kolokwium, więc  może dopiero w grudniu uda mi się coś tutaj opublikować, sama nie wiem. A wy chcecie, żebym w ogóle kontynuowała tą historię? Czekam na opinie:)

środa, 20 sierpnia 2014

Informacja z ostatniej chwili...

Niestety muszę was poinformować, że wszystkie blogi zostają tymczasowo zawieszone, ponieważ mój laptop odmówił posłuszeństwa i teraz jest naprawiany. Może to potrwać nawet do dwóch tygodni więc uzbrójcie się w cierpliwość. Do napisania:)

31.08.
Niestety aktualnie przechodzę wielki kryzys pisarski i najprawdopodobniej nie będę już pisała na żadnym blogu. Zwyczajnie coś się skończyło. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie co. Może było za dużo pomysłów, a za mało zapału? Może po dwóch latach zwyczajni mi się odechciało? Nie wiem co się stało, ale wiem dlaczego. Ostatnio wróciłam do swoich pierwszych dawno już zakończonych blogów i uświadomiłam sobie, że wtedy pisałam bo to lubiłam, bo o czymś marzyłam, chciałam szlifować język i robiłam to dla samej siebie. Nie zrozumcie mnie źle, doskonale pamiętam moje początki na onecie, gdzie miałam tylko jedną czytelniczkę i cieszyłam się jak małe dziecko kiedy to co pisałam podobało się również jej. Później przeniosłam się tutaj i pojawiliście się wy. To było wspaniałe uczucie wiedzieć, że czekacie, aż ja coś napiszę, jednak teraz czuję, że gdzieś straciłam tą radość z pisania przez co tracę czytelników, że gdzieś zawiodłam siebie i przez to was wszystkich. Jest mi naprawdę bardzo ciężko, ponieważ kiedy zaczynałam blogować, powtarzałam sobie, że nie ważne ile będzie blogów wszystkie skończę i dopiero wtedy się pożegnam, jednak wyszło inaczej. Nie jestem w stanie teraz wymienić wszystkich, ale szczególne podziękowania kieruję do Soul, która jest świetną pisarką, zdecydowanie za mało wierzącą w siebie, do Serci, która zapewne jeszcze doprowadzi wszystkich do łez swoimi opowiadaniami, do Mrs.X, na którą mogłam liczyć na blogach zupełnie nie związanych z Pamiętnikami Wampirów i do Sambory, która znajdowała czas na przemiłe komentarze kiedy inni byli zbyt zabiegani, no i w końcu podziękowania dla was wszystkich, za to że byliście, komentowaliście, wspieraliście i krytykowaliście to dla mnie naprawdę wiele znaczy. Dzisiaj zamykam pewien rozdział, jednak nigdy nie powiem, że nie będzie kolejnego. Nie wiem gdzie, nie wiem kiedy, nie wiem nawet czy w ogóle, jednak może uda nam się jeszcze spotkać. Nadal obserwuje wasze blogi. Jesteście cudowni:)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 11

Elena:

Mimo wszystkich sprzeciwów Elijah'y i ostrzeżeń pozostałych postanowiłam zejść do piwnicy i porozmawiać z Damonem. Przecież był wycieńczony, skuty w łańcuchy, nie mógłby niczego zrobić. Wzięłam jeden woreczek z krwią i plastikowy kubek, dokładnie taki sam sposób jak na Katherine. Zeszłam po schodach i zajrzałam do celi, w której go przetrzymywali.
- Damon?- nawet nie drgnął.- Powiedz coś, przyszłam porozmawiać.
- Wielka Elena Gilbert, przyszła porozmawiać ze mną, z marnym robaczkiem, którego rozdeptała swoim pantofelkiem- wychrypiał, byłam naprawdę zszokowana, słysząc jego głos.
- Mam coś dla ciebie- powiedziałam, wlewając odrobinę krwi do kubeczka. Otworzyłam drzwi, podeszłam i postawiłam kubek na ziemi w odpowiedniej odległości.- Teraz chcesz, porozmawiać, jest tego więcej.
- Czego ode mnie chcesz?- zapytał,, wypijając jednym haustem zawartość kubeczka.
- Zacznijmy od początku- powiedziałam.- Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego chciałeś żebym umarła?
- Wszyscy już mnie o to pytali- odparł.- Jestem przekonany, że przez ostatnie kilka dni cały czas piłem w tym barze, w którym dopadł mnie Klaus, dlaczego wmawiacie mi, że mam coś wspólnego z twoim porwaniem, Katherine i jakimś facetem, niczego takiego nie pamiętam.
- Damon, jestem pewna, że to ty mnie porwałeś- powiedziałam.- Przecież przyszedłeś do naszego apartamentu i skręciłeś mi kark- podałam mu kolejny kubek z krwią.
- Pierwotni, mnie hipnotyzowali i nic z tego o czym mówisz nie znajduje się w mojej pamięci- odparł.- Nie mam nic wspólnego z waszymi problemami, wypuście mnie stąd, przecież nie robię nic złego.
- Będziesz siedział w tej piwnicy dopóki nie włączysz znów swojego człowieczeństwa- odpowiedziałam.
- Człowieczeństwo, człowieczeństwo cały czas gadacie jak nakręceni- naburmuszył się.- Życie bez niego jest zdecydowanie przyjemniejsze.
- Twój wybór- odparłam, wstając.- Pamiętasz jak walczyliśmy o Stefana? Teraz tak samo będziemy walczyć o ciebie- powiedziałam, wychodząc.

***

Elijah:

- Co zrobiłaś?!- zapytałem, nie wierząc własnym uszom.- Przecież, powiedziałem, żebyś tego nie robiła.
- Elijah, przecież nic się nie stało- odpowiedziała.- Damon, jest zbyt wycieńczony żeby cokolwiek zrobić.
- Mogło się stać, Eleno- tłumaczyłem.- Jednak teraz już masz pewność, że robimy wszystko żeby mu pomóc.
- Wiem- odparła.- Mam także pewność, że to nie był jego pomysł z porwaniem mnie, wydaje mi się, że on nie ma też nic wspólnego z pozostałymi znakami zapytania. Wiesz coś o Katherine?- zapytałam.
- Mamy kolejną zagadkę, po Katherine nie ma ani jednego śladu- powiedziałem.- Od momentu kiedy rozmawiałem z nią ostatni raz nikt o niej nie słyszał.
- Pewnie knuje kolejną intrygę- powiedziała.- Trzeba nadal na nią uważać.
- Mam dość rozmowy o Katherine i problemach. Chodź chce ci coś pokazać- pociągnąłem ją za rękę w kierunku ogrodu.
- Jabłonie?- zapytała.- Pierwotni i drzewa owocowe? Kto by pomyślał, że taki Klaus mógłby zasadzać drzewa. 
- Lepiej tego nie rozpowiadaj- poprosiłem.- Klaus, by się chyba sam zakołkował gdyby się dowiedział, że pokazuje ci jego jabłonie- uśmiechnąłem się.- Pomyśl tylko jaka byłaby reakcja jego wszystkich wrogów.
- Pewnie, padliby na ziemię i krztusili ze śmiechu- usiedliśmy pod drzewem.- Tutaj jest jak w raju, zupełnie inaczej niż w mieście, gdzie wszyscy czają się na swoje przekąski. Nowy Orlean ma w sobie magię, jak to mówi Caroline, jednak ilość przelewanej krwi jest przerażająca. Właśnie Caroline, zupełnie o niej zapomniałam- poderwała się.- Pokłóciła się z Tylerem o Hayley. Podobno spędzają ze sobą całe dnie, a ma gdzieś Caroline, pewnie jest załamana.
- Poczekaj- chwyciłem ją za rękę.- Mieliśmy dać sobie już spokój z cudzymi problemami. Założę się, że Klaus świetnie ją pocieszy- uśmiechnęła się.- W sytuacji z Bonnie, byłem przekonany, że jesteś przewrażliwiona, ale teraz widzę że dziewczyny mają szczęście, że jesteś ich przyjaciółkom.
- Z twoich ust, to największy komplement, jaki w życiu słyszałam- uśmiechnęłam się.- Jednak ty nie powinieneś tak tego wyolbrzymiać, przecież sam cały czas poświęcasz się dla bliskich.
- Mamy ze sobą coś wspólnego- powiedziałem.
- Szkoda, że tylko tyle-odparła.
- A chciałabyś, żeby tego było więcej?- zapytałem zaczepnie.
- Chciałabym...- przerwałem jej.
- Całe szczęście, dziewczyno, bo ja też bym chciał- nie czekając na nic, pocałowałem ją.
- Ja, ja- powiedziała, odsuwając się.- Muszę już iść do Caroline- odwróciła się i pobiegła w stronę domu.



***

Elena:

- Mówię wam dziewczyny, sama nie wiem co mam teraz zrobić- żaliłam się, siedząc z dziewczynami w naszym apartamencie.
- Wiedziałam!- wrzasnęła Bonnie.- Wiedziałam, że on coś do ciebie czuje, no ale ty tutaj mów co powiedziałaś i jak całował- uśmiechnęła się.
- Nic nie powiedziałam- odparłam.- Raczej wybełkotałam, że muszę iść do Caroline i uciekłam.
- To znaczy, że musiał beznadziejnie całować, skoro uciekłaś- uśmiechnęła się Caroline.- Poza tym nie powołuj się na mnie, ty mały tchórzu.
- Sama skarżyłaś się na Tylera- broniłam się.- Jednak teraz wydaje mi się, że mam większy problem. Doradźcie mi coś, nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
- Jakiej sytuacji?- zapytała Caroline.- Jesteś gorąca, on jest gorący, lecicie na siebie, więc w czym jest problem?
- Problemem jest to, że on jest jednym z Pierwotnych- powiedziałam.- Jakbyś zapomniała, jego brat Klaus, który nawiasem mówiąc leci na ciebie, marzy o tym żeby się mnie pozbyć.
- Klaus, już dawno ci wybaczył i zapomniał o zemście- odparła.
- Dziewczyny skończcie już- poprosiła Bonnie.- Elijah i Elena, siedzą na drzewie, namiętnie całując się- roześmiała się, musiałam walnąć ją poduszką. Po chwili wszystkie trzy leżałyśmy na ziemi okładając się pierzem.
__________________________________________________
Trzymajcie rozdział, nie jestem z niego do końca zadowolona, ale wreszcie się pocałowali. Jak się podoba? Dziękuje Selly za piękny szablon:)





Obserwatorzy

Szablon by Selly